Miecz był największą świętością i
skarbem samuraja. Od najdawniejszych czasów Japończycy uważali
tę broń za dar "Bogini Słońca" dla jej wnuka, którego
posłała, aby rządził ziemią i stanowił za pomocą tego
miecza sprawiedliwość, wykorzeniał zło i umacniał dobro. Właśnie
dlatego miecz stał się rekwizytem kultu sintoistycznego, zdobił
świątynie i święte miejsca, przynoszony przez wiernych jako
ofiara dla bogów, sam był też świętością.
Charakterystyczną cechą dawnego miecza japońskiego, który
zwany był tsurugi lub ken, był prosty kształt
ostrza. Taki miecz wojownicy nosili na plecach (na ukos), a
kiedy trzeba było puścić go użyć, ujmowali rękojeść oburącz.
Mniej więcej w VII w. powstała nowa forma miecza - z lekkim
wygięciem grzbietu klingi. Miecze tego typu otrzymały później
potoczną nazwę nihonto - "japoński miecz" i
dotrwały do naszych czasów w niezmienionej formie, która była
uważana za idealną i typową tylko dla mieczy japońskich.
Niezależnie od tego miecze o prostych ostrzach i sposób ich
noszenia na plecach zachowały się jeszcze długo.
Miecz
był nie tylko jednym z najcen- niejszych przedmiotów, ale również
wyróżnikiem pozycji społecznej, sym- bolem wielowiekowej
tradycji i niez- wykle wysublimowanym dziełem sztuki. Należał
do stałych insygniów władzy, tak jak korona w kulturze
europejskiej. Członkowie rodziny cesarskiej stale nosili
kosztowne miecze z rączką zdobioną frędzlami, lekko wygiętym
ostrzem o długości ok. 120cm (tachi). Miecz zwisał
u pasa na niezwykle kunsztownych frędzlach jedwabnych lub
taśmach - umiejętność
wytwarzania jednych i drugich była sama w sobie cenną sztuką.
Ciekawe, iż mimo swych boskich przymiotów, zarówno cesarz jak
i cesarzowa mogli trudnić się pracą.
W przypadku kobiet, jedynym godnym zajęciem była produkcja
jedwabiu, w przypadku mężczyzn - właśnie wytwarzanie mieczy.
Przykład ten najdobitniej ilustruje jak wielką rangę nadawano
tej broni i sztuce jej wytwarzania. Miecze były też obowiązkową
częścią ubioru podczas świąt dworskich i religijnych.
Podczas zebrań z okazji świąt państwowych noszono miecze hejo-no-tachi, a w okresie świąt religijnych przypasywano gijio-no-tachi.
Sztylet (tanto) wsuwano za pas.
Samuraje - od szoguna do szeregowca - nosili dwa
miecze, zwane daisho z powodu swej nierozłączności.
W odróżnieniu od dworskich tachi, oba miecze samuraja
nosiło się zatknięte za pas, ostrzem skierowane w górę, co
umożliwiało ich natychmiastowe dobycie z jednoczesnym zadaniem
ciosu.
Szczególna umiejętność uderzenia dobytym mieczem składała
się z kilkudziesięciu technik i nosiła nazwę iai-do.
Dłuższy z dwóch mieczy, katana - miał ok. 100 cm długości.
Drugi, krótszy miecz, nosił nazwę wakizashi.
W obecności cesarza samurajowi nie wolno było pokazać się z
mieczem. Również składając wizytę u wysokiej rangi
urzędnika państwowego samuraj musiał wymienić swoje dwa
miecze na jeden, o pośredniej długości, zwany chisakatana.
Miecze, wprawdzie drewniane, nosiły nawet dzieci lecz ich kształt
i długość musiały odpowiadać pozycji społecznej lub państwowej
ojca. Kobiety w zasadzie nie nosiły broni, choć niewiasty należące
do panującego rodu były stale uzbrojone w krótki sztylet - kaiken.
W
domu samuraja, miecze spoczywały na specjalnym stojaku (katanakake),
będącym często swoistym dziełem sztuki. Stałym miejscem
stojaka była podwyższona nisza (toko-no-ma)
zlokalizowana naprzeciw wejścia. Kiedy samuraj przyjmował gościa,
jego długi miecz (katana) kładziono na stojaku
gospodarza. Wakizashi gość miał zawsze obok siebie.
Sposób wyjmowania miecza zza pasa i układania był jednym z
gestów określających elegancję i kurtuazję samuraja.
Zostawienie miecza za pasem, zwłaszcza w zaprzyjaźnionym domu,
poczytywane było za poważny błąd etykiety - sygnał ochłodzenia
stosunków lub wręcz jawnej nieprzyjaźni. Również
dobycie miecza traktowano jako niedopuszczalne wykroczenie.
Było ono możliwe tylko w jednej sytuacji. Oto zwyczajową
grzecznością było wzajemne zachwycanie się bronią,
podkreślanie jej starożytnego rodowodu, piękna i
dokładności wykonania. Podczas oględzin można
było wysunąć tylko część klingi. Czasem jednak gospodarz
ulegał usilnym i długotrwałym namowom gościa aby pokazać
cały miecz.
Wówczas stokrotnie
przepraszając i tłumacząc, na dowód wyjątkowej zażyłości,
mógł na chwilę pokazać całe ostrze, którego gość nie śmiał
jednak dotknąć.
Kilka słów o technologii wytwarzania
Mówiąc o mieczu trudno pominąć równie
fascynujący temat technologii i historii jego wytwarzania.
Sztuka produkcji mieczy znana jest nam zaledwie w ogólnym
zarysie i to tylko dzięki współczesnym płatnerzom, ponieważ
dawniej tajemnice zawodowe były zazdrośnie strzeżone.
Dodatkowo komplikuje sprawę fakt, że broń wytwarzano nie tyle
według drobiazgowo określonego przepisu, co raczej na
podstawie mistrzowskiego "wyczucia" kluczowych etapów
pracy. Z tego powodu właściwości starych mieczy, nawet
wykonywanych w jednym warsztacie, różnią się bardzo znacznie
i trudno byłoby znaleźć dwie identyczne sztuki tej broni.
Temperatura wody użytej do hartowania, warunki
meteorologiczne w danym dniu, drobne różnice domieszek w stali stanowią
często o niepowtarzalności poszczególnych egzemplarzy.
Do wytwarzania miecza potrzebne było miękkie żelazo z
minimalną zawartością węgla i okruchy żeliwa, które
jak wiemy zawiera go znacznie więcej. Powtarzający się
kilkadziesiąt razy proces zgrzewania tych elementów w żarze
węgla drzewnego i przekuwania pozwalał na
uzyskiwanie bardzo twardej stali węglowej. Otrzymany
produkt formowano w kształt długiego korytka o przekroju
odpowiadającym literze V, do środka wsuwano pręt z miękkiego
żelaza, jeszcze raz stapiano i przekuwano. Pożądaną formę i
długość klingi kształtowano młotem. Nierówności gładzono
skrobakami, a potem pilnikami o drobnym ziarnie. Wreszcie
wiercono w rączce otwór nitowy. Potem następowała
najbardziej krytyczna część procesu produkcyjnego -
hartowanie ostrza.
Podobnie
jak przed rozpoczęciem procesu kucia, właściwe czynności
poprzedzał skomplikowany ceremoniał - oczyszcze nie ciała,
przebranie się w świąteczne szaty. Racjonalnym wytłumaczeniem
tego ceremoniału była konie-czność głębokiej koncentracji -
drobny błąd mógł bowiem zniszczyć efekty wielotygodniowej,
cierpliwej pracy. Klingę oblepiano masą złożoną z gliny,
piachu i pudru z węgla drzewnego. Ostro zatemperowanym,
bambusowym patyczkiem kreślono na ostrzu linię hartowania (hamon),
której kształt i wygląd miał istotne znaczenie dla oceny
wartości miecza. Poniżej tej linii masę oblepiającą ostrze
odrzucano. Klingę rozgrzewano teraz do temperatury,
którą płatnerz rozpoznawał po barwie ostrza odpowiadającej
kolorowi "księżyca w czerwcu lub lipcu".
Potem hartowano w wodzie o temperaturze "lutowego lub
sierpniowego strumienia". Rękojeść sygnowano nazwiskiem i tytułem płatnerza, nazwą miejscowości w której broń wyko-
nano oraz
nazwiskiem zleceniodawcy, który broń zamówił.
Następna, bardzo trudna część pracy należała do szlifierza.
Tradycyjnie używał on dziewięciu kamieni szlifierskich o coraz
drobniejszym ziarnie. Polerował tuż nad lustrem wody, aby
odpadające zanieczyszczenia nie dostały się powtórnie pomiędzy
kamień a broń.
Do procesu wykańczającego używano najdrobniejszych pudrów z
kamieni - również półszlachetnych.
Cały proces produkcyjny służył uzyskaniu klingi o
najwyższej piękności, a zarazem elastycznej i niezwykle
twardej.